RSS
 

„Sex, drugs and rock&roll”

21 lut

Uzależnienia. Kogo one nie dotyczą ? Seks, alkohol, papierosy, czy moja ukochana kawa… Człowiekiem uzależnionym zawładnął przedmiot uzależnienia, można by zaryzykować stwierdzenie, że go opętał. Bo, który palacz wyobraża sobie poranek bez „zdrowego” zaciągnięcia się aromatycznym dymkiem? No właśnie…

A czy to samo odnosi się do ludzi ? Czy w pewien sposób stajemy się uzależnieni od nich, jak od kawy czy wódki? Ostatnio (ku mojemu, a za pewne i Twojemu drogi Czytelniku przerażeniu ) zauważam, że tak. Nie nie, nie mam tu na myśli przywiązania, które zmusza nas do wykonania telefonu, czy wysłania wiadomości do bliskiej nam osoby. Chodzi mi o zawładnięcie drugą osobą, w pewnym stopniu zniewolenie jej. Kochamy, często aż do utraty tchu i równie często bez wzajemności. Oddajemy siebie całych w nadziei, na najmniejszy przejaw zainteresowania. I właśnie w tym momencie zjawia się „TO”,  początkowo małe i niepozorne. Z czasem większe i bardziej okrutne, żywiące się naszą nadzieją i miłością(, lecz nie miłością do człowieka, a do samej idei miłości) uzależnienie. Obezwładnia człowieka i rzuca na kolana, poniża go. Taki człowiek często posuwa się do nadinterpretacji słów i sytuacji. W każdy możliwy sposób stara się potwierdzić postawioną przez sobie tezę: „Jestem ważny, jestem potrzebny, jestem kochany”. Staje się bezbronny, jest na skinienie palca i każde zawołanie osoby od której się uzależnił. Do takich zachowań popycha go samotność. Każdy z nas czasem czuje się samotny, to normalne. Jednak gdy jest to stan permanentny, to za wszelką cenę staramy się od tego uciec. Nie każdy to jednak potrafi… Łapie się wtedy każdej nadarzającej się okazji by poczuć bliskość. Pragnie poczuć ją za wszelką cenę, nawet cenę upokorzenia i bólu. Bo złamane serce boli równie mocno, co krwawiąca rana. Powoli z pełną świadomością czynu zatraca siebie, popełnia duchowe samobójstwo. Rozpada się na drobne kawałeczki, których nie sposób zliczyć, a tym bardziej posklejać. Powiesz za pewne drogi Czytelniku: „Należy go ratować!”. Niestety, nie jest to takie proste, a często wręcz niemożliwe. Bo cóż powiedzieć: ” zostaw to, nie pakuj się w to bagno, zasługujesz na coś lepszego”, to nie działa… Można prosić, błagać, grozić, nakazywać… Nic nie skutkuje, a co gorsze może to zepchnąć desperata z krawędzi, do której sam systematycznie podąża. Może należy zastosować starą metodę „czym się strułeś, tym się lecz”( obawiam się jednak, że to ma większe zastosowanie rankiem po „upojnej” nocy spędzonej w towarzystwie barmana). Z pewnością pomyślałeś w tym momencie drogi Czytelniku „wystarczy być” i tak w istocie jest. Sama obecność wystarcza. Musisz jednak wiedzieć, że bezradność boli, tak cholernie boli…

Czym pozostaje mi zakończyć ? Ano chyba tylko życzeniami dla Ciebie drogi Czytelniku. Życzę Ci zatem, abyś kochał z całych sił (człowieka, nie ideę miłości) i był równie mocno kochany oraz żeby wszelkie uzależnienia nie imały się Twoich uczuć.

Przepraszam za wszelkie błędy, jakie popełniłam, a których nie dostrzegłam. Dziękuję także za wszelkie komentarze pod wcześniejszymi wpisami i serdecznie pozdrawiam.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

„Urocza” niedziela.

19 lut

Siedzę, piję gorącą kawę i myślę. Co pierwsze wpada mi do głowy ?

Wczorajszy wieczór, zdecydowanie mogę stwierdzić, że udany i spędzony w świetnym gronie. Ale nie w tym rzecz. Ciekawsze jest to, że nie wpadło mi do głowy niepewne jutro, tylko wczoraj, które bezpowrotnie minęło. Czy aby na pewno bezpowrotnie? Jednak coś po nim pozostało – wspomnienie. Wspomnienia to takie pamięciowe albumy. Czasem zaskakuje mnie to co tam znajduję, ale zawsze mnie to wzrusza. Pamiętamy tylko to, co miłe i przyjemne, a to co męczące i smutne wymazujemy tak szybko, jak się da. Przypomniał mi się fragment dłuższej rozmowy, przytoczę go:

- „Chciałabym, żeby było jak dawniej. Wtedy jeszcze nic nie było tak skomplikowane, ehh gdybym mogła wrócić rok wstecz, byłam taka szczęśliwa..”
- „Nie możesz żyć wspomnieniami, to nie jest życie, to rozpamiętywanie. Musisz patrzeć w przyszłość. Doceń to co i kogo masz w tej chwili”

Czy rozpamiętywanie dawnych, dobrych chwil to brak wdzięczności dla obecnej chwili i ludzi, z którymi ją spędzamy? Poniekąd na pewno. Człowiek tak usilnie czepia się tego co dawniej było dobre, że umyka mu to co jest dobre dziś. Muszę nauczyć się kochać chwilę. Dzięki temu będę potrafiła dostrzec piękno w każdym człowieku i każdej minucie. Wspomnienia są dobre, dzięki nim można wyciągnąć wnioski na przyszłość. Chronią nas przed popełnianiem błędów. W chwilach smutku i rozterek pomagają zapomnieć o tym co jest i pozwalają mi zanurzyć się w kojącej rany, dobrej przeszłości. Zbyt duża dawka wspomnień boli, dlatego należy je sobie dozować. Wspominać „od czasu do czasu” i „przez chwilę”, żeby nie zatracić się. Nie żyć przeszłością. Tylko czy ktoś z nas to potrafi ? Chyba nie..

Pozostaje mi tylko życzyć Tobie drogi Czytelniku, żeby Twoja przyszłość była zbiorem pięknych i barwnych chwil, których wspomnienie wywoła uśmiech na Twojej twarzy i zakręci łezkę w Twoim oku.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dzień dobry!

18 lut

Na wstępie, należy się przywitać (choć nie wiem właściwie z kim i czy z kimkolwiek się witam, ale „tak wypada”), zatem witam serdecznie i od razu zaznaczam, że drogi Czytelniku wchodzisz tu na własną odpowiedzialność i dobrowolnie oddajesz się tej względnej przyjemności czytania skleconych przeze mnie w zdania literek.
Skoro pierwszą oficjalną część mamy za sobą przejdę teraz do kolejnej, a mianowicie to przedstawienia swojej osoby (strasznie tego nie lubię, ale cóż „tak wypada”). Zbyt wiele o sobie pisać nie będę, nie żeby nie było o czym, po prostu uważam to za zbędne. Zatem jestem kobietą (kurcze zabrzmiało strasznie dumnie i patetycznie), może lepiej prościej i tak bardziej „po mojemu”. Zatem jestem dziewczyną, pewnie taką, jak wiele innych. Szukającą dla siebie drogi w życiu i starającą się przekonać wszystkich ( w tym głównie siebie) o swojej wyjątkowości.
To byłoby tyle w temacie mnie samej. Teraz troszkę o tym co chciałabym i czego oczekuję od tej ciekawej formy wypowiedzi jaką jest blog. Wypadałoby zaznaczyć, że to moja pierwsza przygoda z blogiem i właściwie nie wiem czego się spodziewać. Muszę także przyznać, że nie śledziłam nigdy wpisów innych użytkowników. Oczywiście zdarzało mi się przeczytać raz czy drugi jakąś „notkę”, trudno to jednak nazwać systematycznym „śledzeniem” poczynań autorów. O czym ja będę pisać? Chciałam zacząć : „Pewnie ciekaw jesteś drogi Czytelniku..” jestem jednak świadoma, że na ciekawość trzeba zasłużyć, więc na nią nie liczę. Mam więc zamiar przekładać na słowa to co siedzi w mojej głowie, dotychczas w żaden sposób mi to nie wychodziło, może blog sprawi, że zacznę wyrażać się nieco jaśniej ? Być może,. Jak to wyjdzie, zobaczę „w praniu”.

Dość ględzenia o niczym, czas przełożyć jakąś myśl na słowo pisane. Ostatnio „chodzi za mną” słowo „przyjaźń” ( nie powiem, żebym cieszyła się z tego powodu. Mówiąc najdelikatniej, nie przepadam za tym „słówkiem”, a bardziej dobitnie – nie cierpię go). Wcale, a wcale nie podoba mi się ta przechadzka, czy bardziej  gonitwa jaką owo słówko urządziło sobie przeskakując z jednej krążącej w mojej głowie myśli, na drugą. Pewnie nie tylko ja zadaję sobie to pytanie, ale postawię je jeszcze raz: „czym jest przyjaźń?” I zapewne odpowiedzi byłoby tyle, ilu odpowiadających. Każdy ma swoją definicję tego słówka. Teraz ja poszukam swojej. Czwarty raz zaczynam już to zdanie (a myślała, że będzie to łatwiejsze), czym jest dla mnie przyjaźń? Słowo samo w sobie jest rozdmuchanym, zbyt często powtarzanym wyrazem, który już dawno zatracił swoje znaczenie. Wystarczy wklepać w wyszukiwarkę „przyjaźń” i wyskoczy nam milion stwierdzeń typu: „prawdziwy przyjaciel, to ten, który pyta gdzie zakopać zwłoki osoby, którą właśnie zabiłeś”, na myśl przychodzą mi moi przyjaciele, którzy wszyscy razem i każdy z osobna powiedzieli by ” czas się udać na posterunek i zapłacić za błędy”. Czy więc nie mam prawdziwych przyjaciół? Na to wychodzi.. Kolejne „prawdziwy przyjaciel to ten, którego znasz całe życie” , czyli skoro poznałam przyjaciółkę w ogólniaku, a nie w piaskownicy, to znaczy, ze przyjaciółką nie jest ? Kolejne: „przyjaciel zawsze wie jak Cie pocieszyć”, czyli jeśli jest bezradny i nie wie jak to zrobić, to nie jest przyjacielem ? Dzięki takim właśnie hasłom „przyjaciel” mi spowszedniał. Termin dawniej zarezerwowany dla wyjątkowych dla nas osób, dziś spełnia rolę nazwy dla każdego, kto wie o nas więcej niż to jak się nazywamy, a kogo nie darzymy miłością (pożądaniem). Ja moich przyjaciół nie nazywam przyjaciółmi i nie oczekuję zakopywanie zwłok. Nie przytakuje im i nie zawsze pochwalam ich wybory, często stawiam do pionu „za warkoczyk” (Jak Sebastian Magdę). Nie mówię też codziennie, że ich kocham. Nie oczekuję wiecznego rozśmieszania, ani tego, że będą znać mnie „na wylot”. Nie chcę wpisów na portalach i spędzania całych dni razem.  Czego więc oczekuję ? Co ja im daję ? Można by odpowiedzieć „niczego” i „nic”, ale to nie byłaby prawda. Oczekuję bardzo wiele. Przede wszystkim tego, żeby ze mną wytrzymali.  Oczekuję pewności i bezpieczeństwa. Oczekuję, że powiedzą mi „biorę cię taką jaka jesteś, ale popracuj nad sobą”. Prawdy, nie szczerości za wszelką cenę. Nie chcę, żeby słuchali tej samej muzyki i oglądali te same filmy. Potrzebuję, żeby się troszczyli. A co daję w zamian ? Troszkę ześwirowaną dziewczynę, która skoczy dla nich w ognień. Kogoś kto przychyli im nieba i będzie kochał mimo wszelkich wad i nie zważając na wszelkie błędy( które złośliwie wytknie). Kogoś kto będzie zawsze. Czy taki układ się opłaca ? Oczywiście, że nie. Jest on po prostu bezcenny.Kochać kogoś bezwarunkowo,( tak właśnie kocha się przyjaciela) bez względu na wszystko. I mieć świadomość takiej miłości – coś pięknego. Zdarza mi się mówić, że przyjaciele są jak powietrze. A jak wiadomo bez niego, żyć się nie da. I tak odnalazłam chyba swoją definicję przyjaźni. Przyjaźń jest powietrzem, nie widać jej, ale otacza człowieka zewsząd. Nie ma zapachu, a przyjemnie łaskocze nozdrza (chyba, że mamy -20 i sople w nosie). Bez powietrza człowiek umiera, bez przyjaźni więdnie. Przyjaźnić się znaczy tyle co kochać. A jak powszechnie wiadomo, „kochać to nie znaczy zawsze to samo”.
Jest to tylko moja subiektywna opinia.
Myślę, że na początek to za razem zbyt mało i zbyt wiele. Czuję pewien niedosyt, wiem,  że o czymś zapomniałam i czegoś nie ujęłam, ale może dojdę i do tego. Póki co wiem, że w taki sposób kocham i jestem kochaną. Jeśli ktoś tu zajrzał życzę udanej soboty i przepraszam za błędy wszelkiej maści, które tu wystąpiły. Dobrego dnia!

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii